Babiogórski Biwak cz.1

Posted on Sierpień 17, 2011 by

Z wakacji raport pierwszy

Wyjazd w ciemno, bez rezerwacji, nocleg… gdzieś w okolicach Babiej Góry. Wyjechaliśmy o 8.00, a dojechaliśmy do Zawoi ok. 15.00. Koszmar, korek na autostradzie, korek w Bielsku-Bialej, korek w Suchej Beskidzkiej i korek w Makowie Pohalańskim. Bielsko-Biała to najgorzej oznakowane miasto w Polsce. W słowniku zabrakło mi już przekleństw.

Dojechaliśmy po wielu trudach do Zawoi. Końcówkę przejechaliśmy trochę na skróty przez malownicze wysoko położone osady, gdzie rowerzyści mieliby problem z wyminięciem się. Po dojeździe do Zawoi rozpoczęliśmy szukanie miejsca na rozbicie namiotu. Nie wiem, jak długo krążyliśmy. Wjechaliśmy nawet do jakiejś osady bardzo wysoko w górach, śliczny widoczek i drogi nachylone pod kątem 45%. Nie wiedziałem, że nasze autko potrafi pod takie coś podjechać. W końcu pojechaliśmy dalej niż chcieliśmy. Zobaczyliśmy oznakowanie pola kempingowego. Potem zjazd w wąziutką uliczkę, a potem mały znaczek z symbolem kempingu i zjazd w polną drogę przy drewnianym domku. Strach zjeżdżać, więc pojechaliśmy dalej. Znowu skończył mi się zasób przekleństw, bo Zawoja należy do najdłużych wiosek w Polsce, leży przy samym Babiogórskim Parku Narodowym, a tu nie ma gdzie się rozbić namiotem. Cóż, po małej pętli wróciliśmy do tego pola kempingowego. Przejechaliśmy kawałek, małżonka wyszła z samochodu obadać sytuację w drewnianej chacie. Okazało się, że tak, można się tu rozbić. Z perspektywy domu nie wyglądało to ciekawie, ale jak tylko podjechałem dalej, okazało się, że to miejsce jest dokładnie tym, czego szukałem. Blisko lasu, nie ma ludzi, jest wiata z kominkiem i komorą wędzarniczą, dookoła pełno drewna do palenia w kominku, skoszona trawa, huśtawki, ekologiczna toaleta, ogrzewana słońcem woda pod prysznicem, ekologiczna oczyszczalnia ścieków, zdala od cywilizacji, jedyne co słychać to ptaki i świerszcze, w pobliżu pomnik przyrody i punkt widokowy na Babią Górę. Po prostu bajka. Co prawda wieczorem przyjechała banda – nie zawaham się użyć tego słowa – troglodytów. Nie dająca spać ekipa fanów Ryśka Peji, która używa normalnych słów jako przerywników w mowie przekleństw. Taka ekipa to koszmar pola biwakowego. Wieczorem pograliśmy w Osadników z Catanu, razem z Pawłem i Olą, którzy przyjechali jakąś godzinkę po nas na to pole. Drzewo wesoło trzaskało w piecyku, rybki się smażyły, browar i wino się lało. Po niespokojnej nocy zaburzanej przez bezmózgowców robiących sobie grila o 2 w nocy i słuchających „muzyki” ulicy, wstaliśmy wcześnie rano i absolutnie nie miałem wyrzutów sumienia, trzaskając drzwiami i klapą od bagażnika :). Pojechaliśmy na przełęcz Krowiarki zdobywać Babią Górę. Parking pełny, milion ludzi. Kupiliśmy biletu i zaczęliśmy wchodzić drogą płaczu. To 350m w pionie, długości 1.3 km podejście po schodkach na Sokolicę. Świetny punkt widokowy. Niestety, odezwała się we mnie burzowa trauma. Chmury kłębiły się nad Babią, a góra to bardzo kapryśna. Po wejściu na główną grań nie ma się gdzie schować w promieniu 1,5h marszu. Postanowiłem nie ryzykować wytrzaskania przez pioruny na grani i…zawróciłem. Ola,Paweł i Ania poszli dalej. Po zejściu do Krowiarek zastałem drugie tyle samochodów. Nie mieściły się na parkingu i sznur ciągnął się poboczem przez 0,5km. Po pewnym czasie złapałem stopa, to tubylcy, którzy byli  w ciężkim szoku. Nie widzieli jeszcze tylu ludzi w tym miejscu. Dali mi namiary na atrakcje w okolicy. Po małych zakupach w sklepie zabrałem się za gotowanie zupy dla zdobywających Babią Górę. Marchewka, pietuszka, seler, czosnek, ziemniaki, soczewica, cebula, imbir,kolendra, liście laurowe, ziele angielskie, majeranek, pieprz, sól. Wszystko wrzuciłem do wielkiego gara, który umieściłem bezpośreśrednio w ogniu. Koniec Cz.1

Comments (1)

 

  1. Ewa pisze:

    Czekam na cz2 🙂

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.

?>