Polowanie na Osobowicach

Posted on 21 maja, 2011 by

W ten piękny wiosenny weekend postanowiłem upolować jakieś obiekty do obserwacji pod mikroskopem. Nie dość, że mikroskop się kurzy, to jeszcze mam całkiem przyjemną książkę do identyfikacji owadów.Wziąłem aparat oraz dwa słoiczki, pudełko po gumach miętowych i mały organizer na śrubki, by zapełnić je upolowanymi obiektami. Moim założeniem było to,  żeby żaden obiekt nie ucierpiał. Każdy powinien mniej lub bardziej żywy trafić z powrotem w trawę. Po drodze zrobiłem fotkę formujących się cumulonimbusów zwiastujących nadejście burzy, oraz odkryłem, że sezon żeglarski jest w pełni.

Na obszar łowów wybrałem łąkę naprzeciw cmentarza Osobowickiego. Po wejściu w trawę nie dało się nie zauważyć chmar koników polnych. Jeden na drugim. Bardzo się zdziwiłem, że podczas całego polowania nie zobaczyłem żadnej jaszczurki. Upolowałem jednego małego konika i poszedłem dalej.
Złapałem jeszcze kilka owadów. Bliżej przyjrzę im się wieczorem. Próbowałem złapać samca komara widliszka. Już zanim go dorwałem, wiedziałem, że akurat on nie uszedłby z życiem 🙂 Niestety nawiał mi w pokrzywy. Zresztą później mniejszy okaz też mi uciekł. Wszystko działo się pod młodym dębem. Na liściach mia bąble, w których żyją jakieś małe szkodniki. Oczywiście wziąłem takiego liścia do badania. Gdy tak rozglądałem się za obiektem, moich uszu doszedł krzykliwy odgłos. Szybko namierzyłem źródło dźwięku, był to samiec bażanta. Bez zbędnych ruchów zmieniłem obiektyw w aparacie i zacząłem się do niego zbliżać, co chwilę pstrykając fotkę. Niestety jestem lekko przeziębiony i nie mogłem powstrzymać kaszlu :/ Kurowaty szybko zorientował się, że go śledzę i pieszo dał dyla. Postanowiłem iść za nim. Po chwili zabawy w chowanego w krzakach ptaszysko skorzystało ze swojego atutu i uciekło drogą powietrzną na drugą stronę strumyka w gąszcz pokrzyw. Gdy wracałem znad Odry, słyszałem jak ten drób śmieje się ze mnie z pokrzyw po drugiej stronie strumyczka.

Idąc dalej, natknąłem się na ważkę. Spróbowałem ją zidentyfikować i jest to któryś z przedstawicieli ważek równoskrzydłych. Prawdopodobnie jest to samica łątki stawowej. Pomaszerowałem nad Odrę po jakieś wodne zwierzę. Po drodze umknęło mi jeszcze kilka okazów (w tym – widliszek). Nad wodą tuż przy piaszczystym brzegu pływała cała masa małych rybek, zapragnąłem mieć jedną. Niestety bez siateczki było trudno. Czaiłem się z 15 minut, a w międzyczasie umknął mi jakiś duży wodny pierwotniak lub mały skorupiak. W końcu upolowałem małą rybkę metodą szybkiego zagarnięcia wody słoikiem. Doszedłem jednak do wniosku, że rybka z całą pewnością poniesie śmierć, więc ją wypuściłem. Po chwili przejechała motorówka straży pożarnej i zrobiła małe tsunami, które wykurzyło jakieś dziwne wodne zwierzę, które udało mi się schwytać. Po tym postanowiłem wrócić. Miałem komplet okazów. Wziąłem też trochę spadochronów mlecza. Po drodze nie miałem już przygód, nie licząc szyderczego krzyku bażanta. Jak łatwo się domyślić, Ania nie była zadowolona, gdy oznajmiłem jej, że wsadzę do lodówki jakieś robaki 🙂 Niestety jest to konieczne, żeby nie uśmiercić owadów, a jedynie je spowolnić, tak żeby nie nawiały spod mikroskopu. Dziś wieczorem przystąpię do badania.

 

 

 

 

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.

?>